Czy może na Pan powiedzieć coś więcej na temat kliniki Budzik? W jakim celu powstała?

Klinka Budzik pierwszych pacjentów przyjęła 17 lipca 2013 roku. Powstała po to, aby zapewnić pacjentom, ale również rodzinom pacjentów – czyli dzieciom przebywającym w śpiączce – najlepszą możliwą opiekę i starania o to, by dzieci wybudzić w tym okresie, gdy okno terapeutyczne pozwala mieć nadzieję na jak najbardziej obiecujące efekty. Chodzi o czas, który nie przekracza w przypadku śpiączki będącej wynikiem urazu 12 miesięcy od czasu zapadnięcia w śpiączkę, a w przypadku śpiączki z przyczyn nieurazowych, jest to okres 6 miesięcy. Wtedy intensywna rehabilitacja i holistyczne podejście do pacjenta oraz stworzenie warunków niemal domowych dają szansę na wybudzenie.

Ile dzieci udaje się wybudzić ze śpiączki?

To wygląda bardzo różnie. Wszystko zależy od rodzajów śpiączki, czyli od powodów, przez które dziecko zapadło w śpiączkę. Generalnie, lepiej rokują dzieci, które zapadły w śpiączkę z przyczyn urazowych, ze względu na to, że uraz zwykle dotyczy jakiejś ograniczonej powierzchni mózgu. Nieco gorzej rokują dzieci, które zapadły w śpiączkę z przyczyn nieurazowych, np. zatrzymania krążenia. To jest jednak tylko statystyka, bo udaje się oczywiście wybudzić dzieci, które zapadły w śpiączkę z przyczyn urazowych, jak i nieurazowych. Do tej pory wybudzono u nas osiemnaścioro dzieci, kilkoro wyszło niewybudzonych, a obecnie przebywa u nas czternaścioro dzieci.

Co się dzieje z dziećmi, których nie udało się wybudzić?

Rodzina dziecka po urazie lub innej przyczynie śpiączki, trafia zwykle do oddziału intensywnej terapii, czy też oddziałów zabiegowych. Są to oddziały poświęcone leczeniu dziecka w ostrej fazie śpiączki, a później zwykle te dzieci nie mają gdzie trafiać. Rodzice zostawali kompletnie bezradni i sami. My w Budziku staramy się zagospodarować czas, wybudzić dziecko, ale jeśli nie da się dziecka wybudzić, rodzice mają czas roku przebywania w klinice Budzik na to, aby przygotować swoje życie, domy i mieszkania do opieki nad dzieckiem niepełnosprawnym. Dziecko niewybudzone trafia do domu, ale rodzic wie, jak się opiekować dzieckiem, zna je i jego reakcje.

Jaki jest udział rodziny w samym procesie wybudzania?

Głęboko wierzymy, że jest to bardzo duży udział. To bardzo emocjonalna więź i widzimy to, że dzieci będące w śpiączce reagują na głos rodziców. Gdy rodzice wyjeżdżają, dziecko potrafi mieć podwyższoną temperaturę ciała, podwyższone tętno, szybciej oddycha, staje się płaczliwe. Dzieci będące w śpiączce odbierają bodźce z otoczenia, choć nie wiemy jakie, ponieważ mało wiemy o ich percepcji. Lubią, gdy rodzice do nich mówią, bo oni zapewniają im domowe ciepło, którego nikt inny nie jest w stanie im zapewnić. Z kolei, rodzice dzięki temu, że przebywają z dzieckiem, uczą się o te dzieci również dbać, np. prowadzić zabiegi rehabilitacyjne. Zachęcamy też rodziców, aby w dobrze wyposażonej u nas kuchni gotowali dziecku zwykłe zupy, tak jak w domu.

Czego Państwo potrzebujecie w swojej klinice? Czy Budzik ma swoich darczyńców, kogoś kto udziela stałej pomocy?

Od początku istnienia Budzika bardzo wspierają nas Toruńskie Zakłady Materiałów Opatrunkowych. Korzystamy z całej linii produktów Seni – są to materiały chłonne oraz środki pielęgnacyjne. Jest również wielu innych darczyńców, dzięki czemu Budzik nie wygląda jak typowy szpital. Klinika jest fantastycznie wyposażona, a to zawdzięczamy przede wszystkim WOŚP.

Rozmawiała: Kaja Wysoczańska