Nie ma innej możliwości, aby bezstresowo wprowadzić dziecko w rytm szkolny, niż zastosowanie pewnego okresu przejściowego. Trudno bowiem postawić dziecko w sytuacji, w której w niedzielę wieczorem wraca z wakacji, a w poniedziałek musi się już mierzyć ze wszystkimi szkolnymi obowiązkami. Potrzebne jest więc kilka dni „na rozruch”. Ulgowo należy potraktować cały pierwszy tydzień nauki. Dziecko musi przestawiać się do nowej rzeczywistości powoli, musi stopniowo wdrażać się w rytm szkolny. Adaptacja jest absolutnie naturalną cechą ludzką - również dorośli, w wielu życiowych sytuacjach, potrzebują tego typu okresu przejściowego.

Dla dzieci bardzo pomocne bywa także odnowienie kontaktów z koleżankami i kolegami z klasy. Najmłodsze dzieci raczej nie utrzymują w trakcie wakacji kontaktów ze swoimi rówieśnikami ze szkoły, więc ponownie spotykają dopiero po powrocie do klasy. To także pozytywny bodziec dla nich.

Powolne wprowadzenie młodego ucznia w tryb szkolnych obowiązków to zadanie zarówno dla rodziców jak i dla nauczycieli. Rodzice sami, jeszcze przed pierwszym dniem w szkole, powinni przygotować dziecko do zmiany rytmu dnia. Można zadać dziecku pierwsze prace do wykonania - np. porządkowanie biurka, szafki, wspólne zakupy nowych przyborów szkolnych czy podręczników. Rodzice muszą się także nastawić na pomoc swoim pociechom w nauce – szczególnie przy odrabianiu prac domowych. Pamiętajmy, że w pierwszych dniach po wakacjach dzieci są bardziej rozkojarzone, więc nie możemy mieć do niech pretensji, że w tym okresie z lekcjami radzą sobie nieco gorzej.

Także nauczyciele muszą pamiętać, aby pierwsze dni po powrocie do szkoły traktować ulgowo. Nie znajduję żadnego uzasadnienia, aby już od pierwszych chwil w szkole wymagać od dzieci pełnej koncentracji. To naturalne, że w tym okresie myślą i rozmawiają jeszcze głównie o wakacjach. A już kompletnym barbarzyństwem wobec dzieci jest rozpoczynanie roku szkolnego klasówkami i ocenianiem znajomości materiału z poprzedniej klasy. Na szczęście, większość szkół podziela ten pogląd i traktuje ten pierwszy tydzień jako okres „rozpędowy” – lekcje są luźniejsze, organizowane są wycieczki, nauczyciele nie zadają jeszcze prac domowych. Rok szkolny jest w końcu na tyle długi, że jeden spokojniejszy tydzień nie przeszkodzi w późniejszym przejściu przez cały roczny materiał.

Wrzesień to szczególnie stresujący okres przede wszystkim dla pierwszaków. Przestrzegam przed sytuacją, gdy u pierwszoklasisty już na początku roku powstanie skojarzenie, że szkoła to jedynie przykry obowiązek. Dorośli nie doceniają niebezpieczeństw rozwojowych dziecka związanych chociażby z nudą. Nie możemy więc pozwolić, by w szkole się nic nie działo, a dziecko się nudziło. Już na początku edukacji trzeba się starać wywołać u dziecka pozytywny stosunek do nauki i podtrzymać u niego tą wspaniałą ciekawość poznawczą, która objawia się np. w pytaniach typu „a co to?” czy „a dlaczego?”.

Trudne chwile czekają również na czwartoklasistów. W poprzednich trzech latach mieli w szkole tylko jedną nauczycielkę – wychowawczynię. Ona prowadziła prawie wszystkie lekcje, otaczała ich szczególną opieką, a edukacja miała charakter zintegrowany. Teraz czwartoklasiści będą musieli się odnaleźć w roli samodzielnie funkcjonujących dzieciaków. Nikt ich za rączkę już nie będzie prowadził. Matematyk już nie będzie patrzył na to, ile zadała pani od polskiego czy pan od angielskiego. Teraz zaczyna się już poważna nauka.