Spoglądając na Pani książkę, oprawę bloga, zdjęcia - trudno oprzeć się wrażeniu, że jest Pani "perfekcyjną panią domu". Czy jest to rola wykonalna w połączeniu z byciem młodą mamą? 

  • Do perfekcyjności mi daleko i przyznam otwarcie, że nie chciałabym być postrzegana przez taki pryzmat. Cieszę się ogromnie, że zarówno oprawa bloga jak i książka jest zauważalna i doceniana. Ciągły kontakt z Czytelnikami inspiruje i mobilizuje mnie do lepszej pracy która nie zawsze jest łatwa. Zdarzają się również przepisy, które nie trafiają w gusta Czytelników i są często krytykowane. Nie jest to raczej twórcza krytyka, ale krytykanctwo które wzbudza niepotrzebne emocje. W dobie internetu jesteśmy narażeni zarówno na dobre jak i złe wpływy i cała nasza mądrość polega na tym, żeby je mądrze odróżnić i zastosować. 

Każda książka, już na etapie idei ma zapewne wyznaczone określone zaplecze odbiorców, do których ma trafić. Czy na etapie kreacji miała Pani na uwadze to, kto będzie potencjalnym czytelnikiem? Do kogo chciała Pani trafić z tym wydaniem? 

  • Książka jest moim autorskim pomysłem i z założenia miała odzwierciedlać blog kulinarny www.makecookingeasier.pl, który prowadzę od ponad trzech lat. Planując projekt książki, a zatem zarówno dobór przepisów jak i zdjęć (wykonałam ponad 450 zdjęć), miałam przed oczami stałych Czytelników mojego bloga - młode pary, które dopiero zaczynają przygodę na tzw. ,,swoim”; pracujące Mamy, które każdą wolną chwilę wolą spędzić ze swoimi pociechami a niżeli w kuchni przy wielogodzinnych potrawach; licealistów i studentów, którzy od czasu do czasu chcą wypróbować swoich kulinarnych sił etc. Przy tworzeniu książki, bardzo zależało mi na zachowaniu konsekwencji, którą wypracowałam na blogu - a mianowicie na ukazaniu poszczególnych etapów pieczenia / gotowania i finalnego efektu potrawy. Po za tym, jak wiemy - jemy oczami - w związku z tym starałam się przywiązać dużą uwagę do drobnych detali, które tworzą cały obraz dania - nakryty stół, lniany obrus, zerwane polne kwiaty, kraciaste serwety, niby niedbale położone sztućce, deski drewniane i cała masa akcesoriów nagromadzonych przez te 3 lata prowadzenia bloga kulinarnego. Tworząc książkę, starałam się, tak jak i przy prowadzeniu bloga, zachować osobisty wymiar. Przyznam, że włożyłam w nią dużo serca, gdyż myślę, że tylko w ten sposób warto cokolwiek w życiu realizować.

Czy przepisy, którymi dzieli się Pani w swojej książce są owocem inspiracji, wyobraźni kulinarnej, czy może połączeniem wiedzy przekazywanej z pokolenia na pokolenie?

  • Każdego dnia staram się aby mój blog był odpowiedzią na bieżące wiadomości i maile moich Czytelników. To w dużej mierze oni są moją inspiracją do tworzenia przepisów. Przyznam szczerze, że nigdy nie zabiegałam o aktualność wobec trendów. Moje przepisy są proste i nieskomplikowane, tak byśmy mogli więcej czasu poświęcić sobie nawzajem, rodzinie, przyjaciołom i kultywować tradycje i wartości w jakich wyrastamy. I to jest chyba najważniejsza idea, którą chciałabym przekazać. 

Czy sądzi Pani, że jedzenie - wspólne przygotowywanie posiłków jest w stanie przełożyć się na atmosferę w rodzinie? Idąc dalej - może przełożyć się na poczucie bezpieczeństwa u dziecka? 

  • Oczywiście! W naszej rodzinnie panuje otwarta i swobodna atmosfera. Zawsze ogromnie się cieszę, gdy mamy przyjemność z Mężem podejmowania gości, a jeżeli jeszcze mają akurat ochotę na wspólne gotowanie, to wspaniale. To zawsze przyjemna okazja do poznania nowych smaków. Są dni w tygodniu, kiedy mój mąż gotuje, a zatem wspólne przygotowanie posiłków jest rzeczą naturalną. Samodzielne miejsce do gotowania ma również nasza 2,5 letnia córeczka. Myślę, że sztywny podział jaki dotychczas funkcjonował w  domach - gdzie ojciec pracuje a matka wychowuje dzieci - nabrał już innego oblicza. Wszystkie czynności skupione wokół rodziny, a w tym przede wszystkim gotowanie powoli stanowi element kultury i jest wartością która spaja rodzinę. Wszystko to daje nam ogromne poczucie bezpieczeństwa, bez którego moglibyśmy czuć się zagubieni.

Dzieci często nabierają pewnych nawyków żywieniowych - nagle wyrabia się w nich sympatia lub antypatia do określonych produktów - jak nakłonić maluszka do spróbowania nowych smaków, urozmaicenia jadłospisu?

  • Nawyki żywieniowe kształtują się od najwcześniejszych lat, a zatem my jako Rodzice powinniśmy zdawać sobie sprawę, że całkiem sporo od nas zależy :) Im więcej będziemy pokazywać dziecku różnych możliwości kulinarnych, tym lepiej będzie sobie w przyszłości radzić w codziennym przygotowaniu posiłków. Angażując jednocześnie od najmłodszych lat naszego malucha np. przy przygotowywaniu koktajli ze świeżych owoców, nie dość że uczymy się wspólnie poznawać kolory, nazwy warzyw i owoców ale też odróżniamy zapach, smak i pokazujemy, iż w prosty i przyjemny sposób, możemy dostarczyć naszemu organizmowi cenne wartości. 

 Czy "układając" dietę dla naszego dziecka powinniśmy być restrykcyjni, nie przyzwyczajając maluszka do "niezdrowych" smaków, czy możemy pozwolić sobie i dziecku na pewne ustępstwa?

  • Przyznam otwarcie, że unikam restrykcyjnych rozwiązań - zarówno w kuchni jak i w ogóle w życiu codziennym. O ile nasz maluch nie ma przeciwwskazań, to myślę że lepiej jak spróbuje nawet tych ,,niezdrowych” smaków ale w obecności swoich Rodziców. Zawsze to lepiej niż by miał sam. Każda Mama z pewnością wie najlepiej czego jej dziecko powinno unikać, ale zachowując przy tym zdrowy rozsądek. W mojej kuchni unikamy konserwantów zawartych zarówno w napojach jak i potrawach, a zupa z sezonowych warzyw to podstawa każdego dnia. Kwestią sporną są również słodycze -  w cale nie musimy ich tak zupełnie odmawiać, ale kontrolować ich jakość. Domowa szarlotka z jabłek które zbierało się wczesną jesienią, albo płatki kukurydziane zanurzone w prawdziwej czekoladzie z dodatkiem orzechów i miodu z pewnością są lepsze niż gotowe batony.