Jak radzi sobie Pani z godzeniem bardzo aktywnego życia zawodowego z rolą mamy 4,5-letniej Hani?

Przede wszystkim, to kwestia bardzo dobrego zorganizowania. Zawód, który wykonuję polega na tym, że raz ma się zlecenia, a raz można miesiącami siedzieć w domu. Akurat teraz w moim życiu jest taki czas, w którym tę pracę mam, na szczęście prawie codziennie, czyli jak każdy inny człowiek codziennie pracujący. To nie jest tak, że jeśli jednocześnie gram w serialu i teatrze oraz prowadzę program, to nigdy nie ma mnie w domu. Miesiąc ma 30 dni, parę dni jestem tu, parę tam i tak dzielę obowiązki, aby mieć czas i na pracę, i na rodzinę. I nie zwariować. Poza tym, od kiedy Hania skończyła kilka miesięcy ma tę samą nianię, z którą świetnie się dogaduje, więc kiedy ani ja, ani mąż nie możemy z nią zostać, pomaga nam właśnie Weronika. Dodatkowo, niedaleko Warszawy mieszkają moi rodzice. Radzimy sobie dobrze. A czasem zabieram Hanię do pracy, jeśli jest to możliwe.

Uważa Pani, że zabieranie dziecka do pracy to dobre rozwiązanie?

Wszystko zależy od tego, gdzie się pracuje, np. nie zabieram Hani na plan filmowy, bo tam pracujemy przy idealnej ciszy, a jednak dziecku trudno ją utrzymać przez dłuższy moment, poza tym to dla niej nic ciekawego. Ale teatr to co innego. Wiele zależy od zespołu i reżysera. Ostatnio przygotowywałam spektakl w Teatrze 6. piętro i zabrałam raz córę ze sobą na próbę. Oczywiście reżyserowi to nie przeszkadzało. Zrobiłam jej kącik, gdzie mogła się bawić, podczas kiedy ja pracowałam. Natomiast niedawno w Krakowie w Teatrze Variete prawie dwa miesiące przygotowywaliśmy musical „Legalna blondynka” i zabraliśmy Hanię ze sobą na cały ten czas. Przesiadywała z nami na próbach. Muszę powiedzieć, że było to szalenie rozwijające dla niej doświadczenie. Obserwowała nas, naśladowała, nauczyła się wszystkich piosenek, wiedziała, co robimy w danych scenach, do tego stopnia, że potem sama nas poprawiała, że powinniśmy zrobić coś tak, a nie inaczej. Ewidentnie ją to fascynowało.

Czy widać, że Hania, podobnie jak rodzice, pokochała scenę?

Tak, zdecydowanie. Czasem po spektaklu, kiedy widzowie już wyjdą (z Hanią podczas spektaklu jest zaprzyjaźniona polecona niania), córa wkracza na scenę i ma swoje małe show – biega, tańczy i śpiewa. Poza tym widać, że ma talent, bardzo szybko się uczy. Wystarczy, że raz usłyszy piosenkę i już jest w stanie powtórzyć zarówno jej rytm, jak i melodię. Widzę, że bardzo cieszy się, kiedy może być z nami w teatrze, lubi zaczepiać aktorów i bawić się z nimi, z wzajemnością. Zapisaliśmy ją już do szkoły musicalowej. Na koniec roku wszyscy uczniowie, od maluszków w wieku Hani po nastolatki, mają swój występ pokazowy. Niedawno właśnie był pierwszy taki spektakl z udziałem Hani na deskach Teatru Roma, gdzie wystąpiła jako mały dalmatyńczyk w piosence o Cruelli Demon. Widzimy, że zaraziliśmy ją miłością do sceny.