acierzyństwo to ogromne wyzwanie. Pierwsze dziecko to niejako poligon doświadczalny – a jak zatem przedstawia się sytuacja przy trójce dzieci? Czy można na tyle skoordynować wszystkie obowiązki, by mieć poczucie, że pod koniec dnia jesteśmy spełnione i znalazłyśmy jeszcze czas dla siebie, czy to tylko instagramowa utopia?

Przyznam szczerze, że czasami jestem zdegustowana, oglądając perfekcyjne i pudrowe życie niektórych osób czynnych w mediach społecznościowych. Nie ma tak kolorowo, wręcz przeciwnie. Ubolewam, że w obecnych czasach modne jest rysowanie innym matkom idealnego życia, które wpędza je tylko w masę kompleksów.

Prawda jest taka, że praca matki i żony to trochę "studnia bez dna". Nawet jeżeli przyjdzie czas dziecka na popołudniową drzemkę, to nie mam chwili dla siebie, gdyż zawsze jest coś do załatwienia czy wręcz nadrobienia. Sama nie wiem, jak godzę wszystkie swoje obowiązki, tym bardziej, że jestem matką bardzo zaangażowaną i obecną w życiu moich dzieci 24h/dobę/. Myślę, że się po prostu nad tym nie zastanawiam, tylko działam. Gdybym miała poświęcić jeszcze czas na użalanie się nad sobą, czy rozmyślanie jak ja sobie dam z tym wszystkim radę, to faktycznie zostałabym przygnieciona przez rzeczywistość.

Z tym "spełnieniem pod koniec dnia" jest różnie. To zależy, co każda z nas rozumie przez to stwierdzenie. Ja osobiście, mogę spokojnie iść spać, kiedy dzieci są zdrowe, zaliczyły zajęcia dodatkowe, mają odrobione lekcje, a ja za sobą mam serię 15 minutowych brzuszków, wysłane umowy oraz przeczytane przynajmniej kilkanaście stron książki, która obecnie znajduje się w księgarniach na półce "TOP 10". To dla mnie jest efektywne zakończenie dnia. Pamiętajmy jednak, że każda z nas jest inna, a ja jestem zwolenniczką stwierdzenia: "Bo to nie rozum – działać ponad siły"

Jest Pani mamą trójki – czy po urodzeniu ostatniego dziecka widzi Pani znaczącą różnicę w podejściu do jego wychowania? Czy patrząc przez optykę czasu, który upłynął, ma Pani poczucie, że mogła Pani wiele wdrażanych metod w stosunku do starszej dwójki zmienić/modyfikować?

Każde dziecko jest inne, tak samo jak inne jest nasze podejście do macierzyństwa kiedy mamy 20,30 czy 40 lat. Dla mnie wszystko co przeżyłam w ciągu ostatnich 10 lat, począwszy od urodzenia Amelki do dzisiaj, wiąże się ze zdobyciem doświadczenia, co absolutnie jest numerem jeden jeżeli mamy na myśli wychowanie dzieci. To jest trochę jak z medycyną. Żeby być światowej klasy chirurgiem, nie wystarczy tylko wiedza, konieczna jest również pewna ręka. U mnie było tak samo. Przed narodzinami Amelii poszerzałam horyzonty, ale tak naprawdę po urodzeniu Antka, byłam w 100% pewna tego co robię, jak wychowuje i kształcę swoje dzieci.

Starsze dzieci są już w wieki szkolnym i przedszkolnym – duże wyzwanie, zarówno pod kątem logistycznym, jak i psychologicznym. Co z Pani perspektywy było i jest najtrudniejsze pod kątem przygotowania dzieci do nowych sytuacji w ich życiu?

 Myślę, że każda matka, bardzo przeżywa nowy etap edukacji swoich dzieci. Wydaje mi się jednak, że w finale dzieci bardzo łatwo dostosowują się do nowych warunków życiowych, a to my dorośli, częściej panikujemy i sami nie umiemy sobie poradzić z nowymi sytuacjami. Ja również miałam moment, że było mi ciężko. Nie jest to spowodowane poukładaniem wszystkiego pod względem logistycznym, gdyż z tym od zawsze sobie świetnie radziłam, lecz tym aspektem psychologicznym. W 2009 roku urodziłam Amelkę, a nagle widzę przed sobą dziewczynkę ubraną w mundurek i dźwigającą wielki plecak do szkoły. To robi wrażenie...Tym, bardziej kiedy uświadamiam sobie, że za kolejne 9 lat, ta moja słodka córeczka będzie miała już pełnoletnia

Jednym z największych wyzwań wychowawczych jest zadbanie o rozrywkę dzieci i ich czas wolny oraz przeforsowanie zdrowego odżywiania – jak Pani sobie radzi w tych dwóch aspektach?

Od zawsze byłam bardzo świadomą matką, która wie czego oczekuje od siebie i własnych dzieci. Dzięki temu poczuciu, nie miałam problemów z ustawieniem moim dzieciom diety czy choćby nawet zajęć dodatkowych. Oczywiście, tak jak już wspomniałam nigdy nie jest idealnie. Antek jest trochę skazany na zajęcia w tych samych godzinach co Amelia. Na szczęście mają podobne zainteresowania, obydwoje grają na pianinie czy śpiewają. Mam to szczęście, że mieszkam w Warszawie, dzięki temu faktycznie wypełniam moim dzieciom czas do granic możliwości. Staram się robić wszystko, aby nie poświęcały wolnego czasu na tablety czy telewizor. Jesteśmy częstymi gośćmi Centrum Nauki Kopernika, Muzeum Historii Żydów Polskich i bardzo uważnie śledzimy repertuar teatrów czy kin. Co do diety, to wszystko zależy od rodziców oraz ich konsekwencji. Jeżeli od małego nauczymy nasze dzieci jeść warzywa i owoce, to w przyszłości nie będziemy mieli z tym problemu. Ja i Cezary bardzo zdrowo się odżywiamy, a jak wiemy przykład idzie zawsze z góry. Podejrzewam, że gdyby dzieci widziały na naszym stole chipsy i gazowane napoje, to same chciałyby tak jeść.