W naszej szerokości geograficznej kleszcze znalazły świetne warunki do żerowania. Łąki, lasy, parki i zarośla, to miejsca szczególnego narażenia na ich atak. –Mamy różne sezony aktywności kleszczy, najintensywniej żerują wiosną i jesienią, dopiero z pierwszymi przymrozkami sytuacja zostaje opanowana – wyjaśnia dr Artur Dobrzyński z Katedry Chorób Małych Zwierząt z Kliniką Wydziału Medycyny Weterynaryjnej SGGW. Sezonowość ich występowania ma związek z ich cyklem rozwojowym. Po złożeniu przez samicę kleszcza jaj rozwijają się z nich larwy, a z tychże nimfy, które przeistaczają się w imago tj. dorosłą postać pasożyta (samca lub samicę) kleszcza. Znamiennym jest fakt, że aby następowały te kolejne przeobrażenia, każde ze wspomnianych stadiów rozwojowych pasożyta musi pobrać krew od zwierzęcia ciepłostałego.

Mały pasożyt – duży problem

Kiedy kleszcz dostanie się na żywiciela, wybiera na jego ciele miejsca dobrze ukrwione, mało widoczne, najlepiej z delikatną skórą, np. na karku, pod brodą, pod pachami, w pachwinach, na małżowinach usznych. Samo ukąszenie nie zawsze musi być groźne, niekiedy towarzyszący mu obrzęk i świąd samoistnie mijają po kilku dniach. Jednak jest wiele niebezpiecznych chorób, które te pajęczaki przenoszą. – Największe niebezpieczeństwo u psów jest związane z babeszjozą, wywoływaną przez Babesia canis. Pierwotniak ten atakuje erytrocyty (czerwone krwinki), namnaża się wewnątrz krwinki poprzez podział. Napęczniały od namnożonych wewnątrz pierwotniaków erytrocyt ulega rozerwaniu. Uwolnione w ten sposób pierwotniaki atakują kolejne erytrocyty, co prowadzi do ostrej anemii, niedotlenienia i niedożywienia narządów wewnętrznych i ich uszkodzenia. Często zbyt późne rozpoznanie choroby wyklucza skuteczną pomoc – wyjaśnia dr Dobrzyński. Równie niebezpieczna jest borelioza (krętkowica kleszczowa). Jeszcze do niedawna uważano, że nosicielem bakterii wywołujących tę chorobę jest co 15 kleszcz, dzisiaj mówi się o co 3. – Diagnostyka w tym przypadku bywa zawodna, zdarza się, że człowiek lub zwierzak jest latami leczony na zupełnie inną chorobę, podczas gdy prawdziwą przyczyną dolegliwości jest borelioza. Ponieważ może dawać zewnętrzne objawy różnych chorób nazywa się ją często podstępnym imitatorem – mówi dr Dobrzyński.

Eliminować i zapobiegać

Nie powinniśmy obawiać się samodzielnego usuwania kleszcza z naszego pupila. Ważne, by przystąpić do tego właściwie. – Wyjmujemy go ruchem okrężnym, wykręcającym i unoszącym, łapiąc go pęsetką u nasady, tuż przy naskórku. Jeśli zdarzy się, że aparat gębowy pozostanie w skórze, wystarczy robić okłady z roztworu sody, po kilku godzinach z rozpulchnionego naskórka pozostałość kleszcza zostanie wyrzucona na zewnątrz – mówi dr Dobrzyński. W ramach profilaktyki weterynarze zalecają stosowanie repelentów, czyli środków odstraszających kleszcze. – Godne polecenia preparaty są oparte na permetrynie, ponieważ charakteryzują się wysoką skutecznością nie tylko w przypadku kleszczy, ale również komarów, które mogą przenosić niebezpieczne dla psów pasożyty wywołujące dirofilariozę i leishmaniozę – tłumaczy dr Dobrzyński. Warunkiem skutecznej ochrony czworonoga jest systematyczność stosowania tych środków – aplikacja raz w miesiącu. Wygodna postać mikropipetki pozwala nanieść preparat bezpośrednio na skórę zwierzęcia, dzięki czemu w ciągu 48 godzin nasz pupil zyskuje skuteczną ochronę.