Home » Zdrowie dziecka 3 » Mamo, czy ja umrę?
Zdrowie dziecka 3

Mamo, czy ja umrę?

Fundacja Warszawskie Hospicjum dla Dzieci

 

Jak rozmawiać z dzieckiem o jego chorobie? Jak samemu sobie z nią radzić? Jak pomóc rodzeństwu przeżywającemu chorobę brata lub siostry?

Choroba dziecka wpływa na życie całej rodziny. Stres, w jakim żyją rodzice, nieuchronnie udziela się innym dzieciom, a uwaga skoncentrowana na chorym, może być bolesna dla jego rodzeństwa. Kiedy chore dziecko jest w wieku, gdy już rozumie, co się z nim dzieje, może zadawać pytania, na które rodzicom trudno jest odpowiedzieć. „Dlaczego jestem chory? Czy wyzdrowieję? Czemu ja?” I wreszcie – chyba najtrudniejsze – „Mamo, tato, czy ja umrę?” Jak sobie z takimi pytaniami radzić?

– Przede wszystkim, nie wolno kłamać – mówi Paulina Kowacka, psycholog pracująca w hospicjum perinatalnym oraz hospicjum domowym dla dzieci prowadzonym przez Fundację Warszawskie Hospicjum dla Dzieci. – Dzieci są niezwykle wyczulone na fałsz i raz okłamane, już nam nie zaufają. Rozmowa o śmierci nigdy nie jest łatwa, a prowadzenie jej z własnym dzieckiem jest trudne w dwójnasób. Pomocne może być uświadomienie sobie, że śmierć czeka każdego z nas, zatem odpowiedź na pytanie „czy umrę” zawsze brzmi twierdząco. Nikt jednak nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, kiedy to nastąpi. W takiej rozmowie ważny jest spokój i panowanie nad emocjami. Widok płaczącej mamy jest dla dziecka komunikatem, że mama – ostoja bezpieczeństwa, już taką ostoją nie jest. Język trzeba dostosować do wieku i możliwości intelektualnych dziecka, mówić prosto i jasno. Pomaga też kontakt fizyczny i generalnie bycie z dzieckiem. Na większość pytań nie ma jednej, właściwej odpowiedzi – wiele zależy na przykład od światopoglądu. W każdej jednak sytuacji szczerość jest najlepszym rozwiązaniem, a odpowiedź „nie wiem” nie musi być gorsza od innych.

Chore dzieci czasem instynktownie wyczuwają, że rodzice mają z taką rozmową problem, i swoje pytania kierują do osób trzecich – na przykład odwiedzającego ich lekarza czy pielęgniarki. W takiej sytuacji, obok pytania „czy”, może pojawić się pytanie „jak to będzie”. Im prostsza i bardziej zrozumiała jest odpowiedź, tym większa szansa na to, że mały pacjent ją zaakceptuje. Trzeba też podkreślić, że dziecku łatwiej jest przeżywać chorobę w domu, wśród bliskich, niż w szpitalu, gdzie jego poczucie bezpieczeństwa jest mocno zachwiane. Jak napisał znany polski anestezjolog dziecięcy, dr Marcin Rawicz, dla dziecka najważniejsze jest: „żeby była mama i żeby nie bolało”.

Z doświadczeń lekarzy i pielęgniarek pracujących w hospicjum domowym dla dzieci wynika, że paradoksalnie najtrudniej o nieuchronnej śmierci dziecka rozmawia się nie z samym pacjentem (o ile jest on w stanie taką rozmowę prowadzić), ale z rodzicami. Dlatego w hospicjum opieką psychologiczną otacza się całą rodzinę. Psychologowie odwiedzają domy chorych, rozmawiają z rodzicami i rodzeństwem, pomagają radzić sobie z trudnymi emocjami, kiedy na przykład stan dziecka się pogarsza. Warto z tej pomocy korzystać.

– Bardzo dobrym rozwiązaniem są spotkania grup wsparcia dla rodzeństwa chorych dzieci – mówi Kowacka. – Przebywanie wśród rówieśników, którzy muszą stawić czoła podobnym problemom, bardzo pomaga. Dzieci uświadamiają sobie, że nie są w swoim bólu osamotnione, mogą podzielić się troskami i cierpieniem, a bawiąc się razem, na chwilę o nim zapomnieć. A kiedy brat czy siostra umiera, warto sięgnąć po pomoc w postaci grupy wsparcia w żałobie.

Next article