owy rok szkolny oznacza dla dziecka i jego rodziny podjęcie licznych zadań i obowiązków (odrabianie lekcji, kółko matematyczne, sportowe, zajęcia komputerowe itp.). A gdzie w tych planach i zamierzeniach edukacja finansowa? Kto i kiedy ma nauczyć dzieci racjonalnego działania w tej dziedzinie? Z badań wynika, że aż 90 proc. uczniów szkoły podstawowej dysponuje już swoimi pieniędzmi. Niestety edukacja finansowa dzieci i młodzieży w Polsce, podobnie zresztą jak edukacja dorosłej części naszego społeczeństwa w tym zakresie, pozostawia wiele do życzenia. Trudno zresztą wskazać państwo, które dobrze rozwiązało tę kwestię. W Wielkiej Brytanii uruchamiane są co prawda wartościowe programy edukacji finansowej, kierowane nawet do 5-latków, a w Niemczech propagowana jest idea "finansowego prawa jazdy" dla starszych dzieci i młodzieży, ale wspomniane kursy mają charakter dobrowolny, nie są zatem realizowaniem powszechnego modelu edukacji finansowej.

A przecież już małe dzieci muszą nauczyć się, skąd pieniądze pochodzą (wiele z nich sądzi, że po prostu bierze się je "ze ściany", czyli z bankomatu), zrozumieć ich związek z wykonaną pracą, ograniczoność i skończony charakter zasobów i wynikającą z tego konieczność dyscypliny finansowej. Jeśli już kilkuletnie dziecko zaczyna otrzymywać w prezencie gotówkę, a 12-latek może dysponować własnym kontem (oczywiście powiązanym z kontem rodziców), to nie wolno czekać z edukacją finansową do dorosłości i zaciągania kredytów. Pierwsze kroki w tej dziedzinie dziecko stawia w rodzinie. Dzieje się tak dzięki dwom głównym mechanizmom.

Pierwszy z nich to uczenie się społeczne, obserwacyjne – dziecko w sposób zarówno zamierzony, jak i zupełnie nieświadomie przejmuje zachowania, intencje czy poglądy osób ze swojego otoczenia. A zatem rodzice jako wzór zachowań, jako obserwowany model określonego postępowania wywierają znacznie silniejszy wpływ na dziecko, niż parę chwil perswazji i przekonywania z ich strony. Aby wychować dziecko radzące sobie z finansami, powinniśmy zatem sami być przykładem racjonalnego konsumenta. Warto włączać dzieci w planowanie domowych wydatków, bilansowanie ich, szukanie możliwości oszczędności, angażować dzieci w przygotowywanie list zakupów, zlecać im w sklepie odnajdywanie określonych produktów, uczyć analizowania i porównywania cen.

Drugi z głównych mechanizmów, do których możemy się odwołać przy wprowadzaniu dzieci w świat finansów to stawianie przed dziećmi pewnych zadań i wymagań, następnie stykanie dzieci z konsekwencjami określonego ich realizowania. To takie uczenie się dzieci właściwych zachowań na własnych sukcesach i błędach. Podstawowym narzędziem, jakie możemy wykorzystać, jest kieszonkowe, czyli coś na kształt dziecięcej pensji, którą dziecko dostaje i ma ją do swojej dyspozycji. Powtórzmy: to PENSJA, a nie PREMIA – kieszonkowe nie jest nagrodą za dobre sprawowanie ani prezentem z okazji urodzin – to kwota, którą dziecko dostaje regularnie i samo decyduje, kiedy i na co ją wyda. Oczywiście nie zaczynajmy nauki z kieszonkowym zbyt wcześnie – najczęściej 7/8 rok życia to dobry moment. Ustalmy z dzieckiem wysokość kieszonkowego (dostosowując ją nie tylko do naszych możliwości, ale i do sytuacji rówieśników dziecka) i częstość jego wypłacania. Przykładowo dla siedmiolatka 5 czy10 zł. w każdy poniedziałek to kwota w sam raz, dzieciom starszym wypłacajmy kieszonkowe co dwa czy cztery tygodnie, ale nie przesadzajmy z wysokością (naprawdę ta kwota nie jest wyrazem naszej rodzicielskiej miłości).

Istotą kieszonkowego jest doświadczenie przez dziecko konieczności ograniczania się i dokonywania wyborów – dysponuje się tylko określoną kwotą i wydanie jej na pewien cel uniemożliwia zrealizowanie innego. Dziecko MOŻE zatem wydać natychmiast całą kwotę na słodycze lub tandetną zabawkę, ale NIE MOŻE dostać od nas dodatkowej kwoty. Tylko przy przestrzeganiu tej reguły wypłacanie kieszonkowego ma sens.

Kieszonkowe uczy trudnej sztuki wyborów (i ponoszenia ich konsekwencji), ale też stwarza możliwość nauczenia dziecka oszczędzania. Dziecko musi doświadczyć zalet odłożenia części swego kieszonkowego (proponuj, aby odkładało np. 20 proc.). Warto wprowadzić system premii – np. zaoszczędzone pieniądze ulegną powiększeniu o 50 proc. po tygodniu odroczenia, a podwojeniu – po miesiącu. Młodsze dzieci warto zaopatrzyć w przezroczysty (niezbyt duży!) pojemniczek, taki odpowiednik świnki – skarbonki, umożliwiający obserwowanie powiększania się kapitału dziecka. Wskażmy też dziecku inne możliwości oszczędzania, np. samodzielne upieczenie ciasteczek zamiast kupowania gotowych; wymienianie się z kolegami książkami czy zabawkami.