Szacowany czas czytania: 4 minuty
Łysienie androgenowe to najczęstsza przyczyna przewlekłego przerzedzania włosów u mężczyzn. Zwykle zaczyna się od cofania linii na czole, pogłębiania zakoli i ubytków na czubku głowy, a jego przebieg jest powolny i indywidualny. Na szczęście istnieją skuteczne sposoby, by z nim walczyć.

Dr n. med. i n. o zdr. Piotr Sobolewski
Absolwent Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu oraz studiów podyplomowych „Medycyna estetyczna dla lekarzy”. Obecnie starszy asystent w Klinice Dermatologii PIM MSWiA w Warszawie, kierownik Centrum Dermatochirurgii i Nowotworów Skóry oraz wykładowca na kierunku Medycyna estetyczna dla lekarzy przy Warszawskim Uniwersytecie Medycznym oraz w Katedrze i Klinice Dermatologii i Dermatologii Dziecięcej CMKP w Warszawie.
Co leży u podstaw łysienia androgenowego?
W łysieniu androgenowym ważną rolę odgrywa dihydrotestosteron – pochodna testosteronu. Co istotne, u pacjentów z łysieniem androgenowym poziom testosteronu we krwi jest zwykle prawidłowy, a mimo to obserwujemy postęp choroby. Dzieje się tak, ponieważ w skórze głowy testosteron przekształca się w dihydrotestosteron, który blokuje prawidłowy wzrost włosa. Dodatkowo receptory dla tego hormonu są rozmieszczone nierównomiernie – najmniej jest ich na skroniach i potylicy, a najwięcej w okolicy czołowej i ciemieniowej. Dlatego właśnie w tych pierwszych obszarach włosy przerzedzają się najszybciej.
Jakie metody leczenia mamy dziś do dyspozycji?
Pojawiły się nowe możliwości terapii dla mężczyzn. Z każdą dekadą mamy ich coraz więcej. Stosujemy zarówno leczenie miejscowe, jak i doustne, dobierane indywidualnie w zależności od stopnia zaawansowania problemu i sytuacji pacjenta. Jednymi z podstawowych rozwiązań miejscowych są środki zawierające minoksydyl, który poprawia ukrwienie mieszków włosowych, dzięki czemu włosy są lepiej odżywione, zaczynają odrastać i się zagęszczać.
Drugą grupę stanowią substancje takie jak finasteryd, który wpływa na komponentę hormonalną, hamując przekształcanie testosteronu w dihydrotestosteron i blokując pierwotną przyczynę wypadania włosów.
Zawsze warto zapytać lekarza dermatologa, do którego udamy się z problemem łysienia, o najnowsze dostępne metody leczenia. Im szybciej pacjent trafi do dermatologa, tym większe szanse na powodzenie terapii.
Kiedy można spodziewać się pierwszych efektów terapii miejscowej?
Zawsze podkreślam pacjentom, że leczenie wypadania włosów to maraton, a nie sprint. Efektów nie widać po tygodniu czy miesiącu. Pierwsze wyraźniejsze zmiany pacjent zwykle zauważa po około sześciu miesiącach – pojawiają się drobne, cienkie włosy, tzw. meszkowe, które stopniowo zagęszczają fryzurę. Pełny efekt oceniamy po roku. Żeby nie czekać wyłącznie na wrażenia „gołym okiem”, korzystamy z trichoskopii – badania kamerą w dużym powiększeniu. Wykonujemy je przed rozpoczęciem terapii, a potem po 3–4 miesiącach, by policzyć mieszki włosowe oraz liczbę włosów z nich wyrastających i ocenić, czy leczenie działa tak, jak tego oczekujemy, czy też wymaga modyfikacji.
Czy leczenie miejscowe jest stosowane częściej od leczenia doustnego?
W mojej praktyce to mniej więcej pół na pół, ale trzeba pamiętać, że trafiają do mnie często przypadki bardziej zaawansowane lub pacjenci po nieskutecznym wcześniejszym leczeniu. Zgodnie z rekomendacjami leczenie łysienia androgenowego zwykle powinno się zaczynać od preparatów miejscowych i oceniać efekty po 6–12 miesiącach. Jeśli nie są zadowalające, włączamy leczenie doustne. U pacjentów z bardzo nasilonym łysieniem często od razu łączę terapię doustną z miejscową, bo taka kombinacja daje najlepsze efekty.
Warto podkreślić, że pacjent powinien trafić do gabinetu lekarza dermatologa, aby trafnie ocenić, z jakim rodzajem łysienia mamy do czynienia. Dzięki temu szybciej rozpoczniemy skuteczne leczenie.