Skip to main content
Home » Rozwój dziecka » Pielęgnowanie pasji i wrażliwości na innych
Rozwój dziecka

Pielęgnowanie pasji i wrażliwości na innych

Karolina Ferenstein-Kraśko
Karolina Ferenstein-Kraśko
Fot.: Piotr Ratuszyński, www.ratuszynski.com

Karolina Ferenstein-Kraśko

Bizneswoman, działaczka charytatywna, mama trójki dzieci

Historia Pani rodziny jest imponująca – od trzech pokoleń związana z tradycją jeździectwa. Nic zatem dziwnego, że to właśnie konie stały się ogromną pasją, o której pisze Pani w swojej książce „Konie. Pasja od Pokoleń”.  Co kocha Pani w nich najbardziej?

Dla mnie to miłość tak oczywista, że nawet nie wiem, kiedy się zaczęła. W naszej rodzinie zazwyczaj najpierw uczymy się jeździć konno, a potem dopiero chodzić. Kiedy nasz najstarszy syn miał dwa lata, stał kiedyś przed stajnią i spotkał dziadka. Ten spytał, czemu właściwie nie jeździ konno. „Tato, ale Konstanty ma tylko dwa lata!”. „No właśnie”.

Prowadzi Pani obozy i szkolenia w swojej stadninie koni, zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Zgodnie z rodzinną tradycją – pasję do koni zaszczepiła Pani także swoim dzieciom, które już teraz osiągają sukcesy w jeździectwie. Jaką zmianę zaobserwowała Pani u nich, odkąd rozpoczęły naukę jazdy konnej?

Z pewnością wielu rodziców znajdzie mnóstwo powodów, by wskazać zalety sportów, które uprawiają ich dzieci, ale jeździectwo jest jednak wyjątkowe, żaden inny sport nie uczy przecież takiej odpowiedzialności za inne stworzenie. Po najbardziej zaciętym meczu tenisa, rakietę odłożymy na półkę. Z koniem tak nie zrobimy. Na początku nasi synowie traktowali konie trochę jak rower. Uwielbiali na nich pogalopować, ale opieka nad nimi nie była już dla nich tak ciekawa. Jestem szczęśliwa, że teraz nauczyli się o nie troszczyć i robią to sami z siebie, a czasem oznacza to naprawdę wiele czasu spędzonego na czyszczeniu, smarowaniu odpowiednimi maściami, robieniu okładów, karmieniu, a czasem spacerowaniu przez godzinę prowadząc konia w ręku, a nie siedząc na nim w siodle. To nie tylko sprawność fizyczna, ale i nauka bycia uważnym na inne istoty.

Karolina-Ferenstein-Kraśko-2
Karolina Ferenstein-Kraśko: To wyjątkowe szczęście, kiedy nasza praca jest naszą pasją.
Fot.: Piotr Ratuszyński, www.ratuszynski.com

Wspólne hobby z pewnością zbliżyło Pani rodzinę do siebie. Nie zawsze jednak rodzicom udaje się współdzielić zainteresowania ze swoimi dziećmi, szczególnie przy dzisiejszym tempie życia. Proszę zdradzić, jaka jest Pani recepta na budowanie szczęśliwych relacji rodzinnych?

To jakiś wyjątkowy dar, że cała nasza rodzina tak szczerze konie pokochała i nie musieliśmy nawet szukać żadnej recepty. Trudno nawet opisać wzruszenie, kiedy nasi synowie byli na tyle duzi i na tyle dobrze jeździli, że we czwórkę mogliśmy z nimi po raz pierwszy pojechać na wyprawę do naszej przepięknej Puszczy Piskiej. Przez lata, kiedy startowałam w mistrzostwach Polski czy nawet świata, wydawało mi się, że nie można już przeżywać większych emocji. Okazało się, że to nic w porównaniu z kibicowaniem własnym dzieciom startującym w Mistrzostwach Warmii i Mazur. A radość, kiedy wygrywają, jest o wiele większa niż kiedy sama stawałam na podium.

Jest Pani inicjatorką wielu akcji społecznych. Jedną z nich jest „Magiczna Gwiazdka”, która być może już niedługo przerodzi się w fundację o tej samej nazwie. Cieszy się ona ogromnym wsparciem znanych osób. Jaki cel jej przyświeca oraz w jaki sposób można ją wesprzeć?

Myślę, że każdemu, kto ma dzieci, trudno przejść obojętnie obok smutku dzieci, które nie mają rodziców, ani domu. Jeśli choć przez dwa dni możemy dać im trochę szczęścia, to bardzo się z tego cieszymy. Mówię cieszymy, bo nasze dzieci od małego też były w to zaangażowane. Najpierw były małymi elfami albo pomocnikami świętego Mikołaja, potem miały za zadanie organizować zabawy dla dzieci, czytać bajki najmłodszym, czy pakować prezenty. Do tego udaje nam się zebrać fundusze na zakup ciepłych ubrań na zimę dla dzieci z biednych rodzin na Mazurach. Bardzo się cieszę, że „Magiczna Gwiazdka” działa już od tylu lat i mam nadzieję, że w tym roku rozwiniemy się jeszcze bardziej!

Umiejętnie łączy Pani ze sobą bogate życie zawodowe z działalnością charytatywną – jak udaje się Pani pogodzić to wszystko z wychowywaniem trójki dzieci? Czy znajduje Pani jeszcze czas wyłącznie dla siebie?

Jest takie powiedzenie – im więcej mamy zajęć, tym więcej mamy czasu. Musimy tylko dobrze wszystko zaplanować. Mimo ogólnej opinii o naszej słabości do chaosu – kobiety doskonale sobie radzą. Mężczyźni są dumni, że radzą sobie w pracy, ale my musimy ogarnąć pracę, dzieci, dom, a jak się uda, to i siebie. Uważam, że jestem wyjątkową szczęściarą, bo kocham to co robię. To wyjątkowe szczęście, kiedy nasza praca jest naszą pasją. Każda chwila związana z jazdą konno, treningami i obozami dla dzieci, młodzieży i dorosłych w Gałkowie, rozwijaniem naszej stadniny, organizacją przeróżnych zawodów z Gałkowo Masters na czele – sprawia mi niebywałą frajdę. Nie wyobrażam sobie dla siebie lepszego pomysłu na siebie.

Next article